A A A | | < wróć

10.05.2010 - Opieka socjalna - Na dzieciach można zarobić!

WIELKA BRYTANIA | Polacy mieszkający na Wyspach, rodzice i przyszłe matki mogą liczyć na dużą pomoc ze strony państwa. Ze świadczeń na dzieci korzysta Iwona z Bury (koło Manchester), która na dwójkę swoich pociech otrzymuje 710 funtów miesięcznie. W tej sytuacji nie opłaca się jej iść do pracy.

 

            Daniel i Iwona wynajmowali mieszkanie w Poznaniu. On pracował jako kelner, ona opiekowała się synem, ledwo wiązali koniec z końcem. Wtedy Iwona postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Przypomniała sobie o Michale, koledze jej męża, który od lat mieszka i pracuje w Bury w Wielkiej Brytanii i nie raz proponował Danielowi, by również spróbował szczęścia na Wyspie. Nie było nad czym się zastanawiać. Daniel skontaktował się z kolegą w Wielkiej Brytanii, zakończył pracę w Polsce, wymienił złotówki na funty, pożegnał najbliższych i ruszył w nieznane. – W Poznaniu nie mieliśmy żadnych perspektyw na przyszłość. Spakowałam męża i pomachałam, gdy wsiadał do samolotu – wspomina Iwona. Teraz nie tylko pensja Daniela wzrosła. Również Iwona, choć mając te same obowiązki, co w kraju, otrzymuje wynagrodzenie, ale zacznijmy od początku…

 

Wyjazd na Wyspy

            Daniel zamieszkał u Michała, który pomógł mu znaleźć pracę w fabryce. Iwona została w Poznaniu, licząc że mąż szybko się ustabilizuje i ściągnie najbliższych do siebie. Pomimo nieznajomości angielskiego Daniel radził sobie dobrze. Jego dochody były stałe i wystarczające, a mieszkanie Michała duże, więc po trzech miesiącach do Daniela dojechała żona z synem. – Nie wiem, jakbyśmy sobie poradzili, gdyby nie Michał – mówi Iwona. To on odebrał ich z lotniska, bo Daniel był w pracy. Udostępnił duży pokój, a sam przeniósł się do małego. Pożyczył Iwonie swój komputer, aby miała stały kontakt z rodziną w Polsce.

            – Początek nie był łatwy – wspomina Iwona. – Nie umiałam się zaaklimatyzować, tęskniłam za krajem i bliskimi. Całymi dniami siedziałam z synem w pustym domu i nawet odezwać nie było się do kogo. Daniel pracował do późna, a czasami wychodził po pracy na spotkanie z kolegami. Z czasem Iwona poznała Polkę mieszkającą niedaleko, która również zajmuje się wychowywaniem córeczki. Chodziły na wspólne spacery, zakupy. – Ja miałam z kim pogadać, a Kacper zyskał koleżankę – dodaje. Wkrótce młoda Polka przyzwyczaiła się do nowego miejsca. W każdy wolny weekend rodzina wyjeżdżała poza miasto. – Dopiero teraz mogłam cieszyć się i dostrzegać wartość wspólnych wieczorów i wolnych dni – mówi Iwona. – A Daniel awansował i dostał podwyżkę – dodaje uradowana. Poza tym, co kilka miesięcy przylatywali do nich rodzice lub rodzeństwo, a na wakacje młodzi jeździli do Polski.

 

Drugie dziecko

            W zeszłym roku Iwona zaszła w ciążę. – Trochę się bałam, bo nie miałam przekonania co do tutejszej opieki medycznej. Mama nalegała, abym z Kacprem przeniosła się na te miesiące do kraju, ale nie było takiej potrzeby – opowiada Iwona i wyjaśnia – tu nie ma regularnych wizyt u ginekologa. Całą ciążę prowadzi położna, co dwa miesiące jest badanie moczu i mierzenie dzidziusia. Daniel nawet nalegał, aby żona regularnie latała do Polski na wizytę u lekarza, ale stwierdziła, że podróże bardziej by jej zaszkodziły, niż pomogły. – Uspokoiła mnie koleżanka, mówiąc, że chociaż ginekolog nie ma cię cały czas pod kontrolą, to jednak gdy tylko zaczyna się dziać coś niepożądanego, zabierają cię na kompleksowe badania do szpitala – tłumaczy. Iwona jest zadowolona z opieki medycznej, a kilka miesięcy temu urodził się Mikołaj.

 

710 Ł miesięcznie

            Sielanka nie mogłaby trwać, gdyby młodych nie było na nią stać! Danielowi trudno byłoby utrzymać czteroosobową rodzinę. Matce należy się zasiłek! W Wielkiej Brytanii kobieta zajmująca się domem otrzymuje z tego tytułu profity. Od początku pobytu w Bury Iwona dostawała 480 Ł na utrzymanie Kacpra. Na dwójkę dzieci przysługuje jej już 710 Ł miesięcznie. Rodzina będzie dostawać pieniądze do momentu ukończenia przez chłopców szesnastu lat. – Żeby dostać zasiłek, musiałam wyrobić tzw. IN, a Daniel musiał zrobić Home Office – tłumaczy. – Wymaganych jest wiele dokumentów, począwszy od aktu urodzenia dziecka, odcinka z wypłaty, aktu małżeństwa, paszportów, umowy z pracy i papierów świadczących o posiadaniu konta w banku – dodaje.

            Poza tym, w czasie ciąży Iwona dostała jednorazowo 200 Ł na tzw. dobre odżywianie, a po narodzinach 500Ł przysługiwało Mikołajkowi.- To lepsze niż becikowe! – wyznaje zadowolona mama. – Dostaję większe wsparcie niż w Polsce, a koszty utrzymania dziecka są mniejsze. Wyprawka dla Mikusia nie była tak bolesna dla kieszeni jak rzeczy, które kupowałam Kacprowi mieszkając w Poznaniu.

 

Mieszkanie od państwa

            Zaraz po przyjeździe do Bury Iwona poważnie myślała o znalezieniu pracy. Teraz zupełnie jej się to nie opłaca. – Zasiłku mam tyle, ile byłabym w stanie zarobić – tłumaczy. – Będąc w domu, więcej czasu mogę poświęcić dzieciom. Dbam o ich zdrowie, organizuję im czas, mogę spełniać się w roli kucharki, a wszystko daje mi wielką radość i satysfakcję – dodaje.

            Teraz rodzina się pakuje i… przeprowadza do nowego mieszkania. – Oprócz większych pieniędzy na dzieci dostaliśmy też mieszkanie od państwa – cieszy się Iwona. Jak tylko zaaklimatyzują się w nowym miejscu, planują posłać Kacpra na trzy godziny dziennie do przedszkola, żeby nawiązał kontakt z dziećmi i osłuchał się z językiem.

Chociaż Iwona i Daniel tęsknią za bliskimi, wiedzą, że decyzja o wyjeździe do Anglii była słuszna. Poza niebagatelnymi zyskami finansowymi są i inne. Wreszcie polepszyły się stosunki młodych z mamą Iwony!

Aleksandra Pieczyńska

 

Źródło: "Praca i nauka za granicą", wyd.nr 164 (04.05-16.05.2010) 



euro-punkt.pl on Facebook